Doradztwo Wizerunkowe/ Rozwój osobisty/ Barbara Kohlbrenner
Barbara Kohlbrenner – doradca wizerunkowy, coach, stylistka – pomaga budować wizerunek spójny z osobowością i stylem życia.   Oferuje sesje coachingowe oraz metamorfozę, zakupy, przegląd szafy. Wejdź i zbuduj ze mną swój styl! | barbarakohlbrenner.pl

ARCHIWUM

Tag: doradca wizerunkowy

Pielęgnacja skóry, bo nie tylko szata zdobi człowieka

Jako coach pracuję z kobietami i zadaję dużo pytań, po to aby znalazły odpowiedź, co im służy, czego tak naprawdę potrzebują aby czuć się bardziej kobieco i być pewną siebie. Wygląd zewnętrzny jest jednym z elementów tej układanki.

Jako dojrzała kobieta, czuję się dobrze w swoim ciele, akceptuję moje niedoskonałości i nie mam już kompleksów. Lubię dbać o siebie i mam swoje codzienne rytuały. Jednym z nich jest aktywność fizyczna, drugim nie mniej ważnym, pielęgnacja skóry.

Wybieram produkty dedykowane do potrzeb zmieniającej  i starzejącej się skóry. Jestem bardzo wymagająca, ale staram się być cierpliwa. Słucham specjalistów i korzystam z porad mądrych kosmetologów i lekarzy. Obserwuję siebie.

Te codzienne czynności są dla mnie przyjemnością. Dlatego zwracam uwagę na skład, konsystencję, zapach, a nawet opakowanie. Gdy mam czas zapalam świecę zapachową. To taki mały luksusik, na który mogę sobie pozwolić, zwłaszcza podczas weekendu.

Dzielę się z Wami moimi doświadczeniami, bo wiem, że tylko holistyczne dbanie o siebie ma sens i przynosi długotrwałe efekty. Nawet najpiękniejsza sukienka nie sprawi, że będziesz wyglądać pięknie, jeśli Twoja cera jest szara, zmęczona, pozbawiona blasku.

Dziś skupię się na rytuałach pielęgnacyjnych. Nowa linia kosmetyków Excellage firmy Esthederm, którą mam zaszczyt testować jest inspirowana ekobiologicznym podejściem NAOS. Połączenie biologii i ekosystemu zakłada kompleksowe podejście do żywych organizmów, trakując skórę jako ekosystem, wchodzący w nieustanną rekację ze swoim środowiskiem. To bardzo do mnie przemiawia. Nie jestem co prawda zwariowanym eko maniakiem, ale coraz bardziej zwracam uwagę na praktykowanie życia w stylu eko. Poza tym jako niedoszła lekarka, spędziłam długie godziny wkuwając biologię i chemię przygotowując się do studiów na medycynie. Ha! Tego na pewno o mnie nie wiedzieliście! 🙂

Czego ja oczekuję w zamian? Skóry nawilżonej i pełnej blasku. Nie wierzę gdy jakaś marka obiecuje, że moje zmarszczki znikną. Ba! Ja nawet tego nie chcę i nie mam złudzeń. Każda zmarszczka, to moje przeżycie, czasem wesołe, czasem smutne, ale ja wcale nie chcę wymazywać ich z pamięci. Linia Excellage obiecuje uczciwie „korektę oznak starzenia się skóry”. Taka korekta na pewno już przed 50-tką się przyda :-).

Te kosmetyki przekonują mnie, ponieważ badania dowodzą, że dzięki stymulacji i lepszej komunikacji komórek, składniki zawarte w kosmetykach odbudowują gestość tkanki skórnej, wzmacniają barierę warstwy naskórka oraz proces odżywiania, a woda komórkowa, zwiększa nawilżenie i dodaje skórze blasku. Bingo!

A jakie to są składniki?

  • INTELIGENTNY POLISACHARYD – usprawnia komunikację pomiędzy komórkami naskórka. Pomaga utrzymać połączenie między warstwami skóry właściwej i naskórka, które z czasem ulega osłabieniu.
  • TECHNOLOGIA REPAIR + – przywraca gęstość skóry. Odbudowuje głębsze warstwy skóry: wzmacnia strukturę, regeneruje i ujędrnia.
  • OLEJ KAMELIOWY – bogaty w kwasy omega 3, 6 i 9 – głęboko odżywia i chroni przed stresem oksydacyjnym.
  • GLIKO-BIOPOLIMER – pochodzenia roślinnego – rozświetla i wygładza – przywraca naturalny blask.
  • TECHNOLOGIA GLOBAL CELLULAR PROTECTION – chroni przed stresem oksydacyjnym, fotostarzeniem i negatywnym wpływem czynników zewnętrznych.
  • CELLULAR WATER PATENT – WODA KOMÓRKOWA – dostarcza skórze energię do życia oraz stymuluje optymalne funkcjonowanie komórek skóry.
  • KSYLITOGLUKOZYD I POCHODNA KWASU PIROGLUTAMINOWEGO (wysokie stężenie czynników nawilżających) – zapewnia uczucie zmysłowej świeżości, idealne dla każdej skóry pozbawionej elastyczności.

Dla kogo: 

Dla skór osłabionych, wiotkich, cienkich jak również pozbawionych blasku. Dla wszystkich typów skóry starzejącej się: związanego z upływem czasu, hormonami lub wpływem środowiska. Im jestem starsza tym mam mniej czasu, aby pozwolić sobie na przypadkową pielęgnację. Wybieram więc tylko sprawdzone kosmetyki.

Moje wrażenia:

Kosmetyki Excellage mają idealną konsystencję i neutralny zapach. Nic tu nie jest przekombinowane. Czuję, że moja skóra jest dobrze nawilżona i przygotowana na kolejny krok, czyli dzienny makijaż. Nie wyobrażam sobie nakładania podkładu bez zastosowania dobrego kremu. Wolałabym nawet zrezygnować z makijażu, ale z kremu dziennego nigdy.

Nie udaję kosmetycznego ekperta. Jestem po prostu wymagającym praktykiem, oczekującym skuteczności. Kobietą, która lubi wyrafinowany luksus z szacunku do siebie.

Moja rada:

Stosuj razem lub oddzielnie/zamienie serum i krem. Pamiętaj o dokładnym demakijażu skóry przed snem. Tylko dobrze oczyszczona skóra będzie gotowa na działanie kremu. Rano myję twarz zimną wodą aby pobudzić krążenie i obudzić się :-). Ogrzewam w dłoniach serum i delikatnie przykładam do twarzy. Następnie szybkim ruchem wklepuję  krem, zaczynając od środka i kontynuując na zewnątrz. To taki ekspresowy rytuał, dobry dla początkujących.

Pamiętaj o małych przyjemnościach. Gdy masz więcej czasu zapal świecę zapachową aby wejść łagodnie w rytuał piękna.

Więcej o marce i produktach przeczytaj tu.

Mam nadzieję, że ten artykuł zainspirował Cię aby dbać o siebie skutecznie i z przyjemnością.

Elle About Fashion

Jako, że jestem wierną  czytelniczką Elle od pierwszego numeru w Polsce, czyli od 25 lat, nie mogło mnie zabraknąć na konferencji Elle w Warszawie z okazji jubileuszu magazynu. Do Elle mam też szczególny sentyment, gdyż od Szkoły Stylizacji Moniki Jaruzelskiej w Elle zaczęła się moja przygoda z modą i wizerunkiem. Co więcej, to zaważyło na totalnej rewolucji w moim życiu zawodowym i zmianie pracy.

Wydawać by się mogło, że podczas takiej konferencji będzie tylko o modzie. Ale moda to przecież nie tylko ubrania, to styl życia, ciekawi ludzie oraz manifest naszych poglądów.

Dużym i pozytywnym zaskoczeniem była już pierwsza prelegentka, cudowna Olka Kaźmierczak, która swoją mowę zaczęła od… krótkiej medytacji. Dlaczego? Ponieważ w całym tym zgiełku najważniejsze jest osadzenie w sobie, zatrzymanie się, poczucie, że jesteśmy tu i teraz. Takie podejście jest bliskie mojemu stylowi życia oraz pracy.

Olka mówiła o słuchaniu własnej intuicji oraz byciu szczerym z samym sobą.  Jak rozmawiasz ze sobą sobą? Co do siebie mówisz?

To jak się komunikujesz ze sobą wpływa na to jak oceniasz samego siebie, jak rozmawiasz z innym ludźmi oraz jakie budujesz relacje.

Oto najważniejsze punkty z przekzu Oli:

  • Skupianie się na mocnych stronach, priorytetyzowanie zadań stanowią kluczowe czynniki do osiągnięcia sukcesu.

Umiejętności mówienia NIE. Bycie szczerym na temat tego co mówi nam serce

  • Zadawanie sobie pytań.

Mów do siebie jak do przyjaciela, bo słowa są ważne. Słowa mają moc. Zastanów się czy to co mówisz do siebie, powiedziałabyś swojemu najlepszemu przyjacielowi.

  • Oddychaj. Medytuj.

Odwaga jest jak mięsień, który, jeśli jest codziennie ćwiczony rośnie w siłę.

  • Zastanów się jakim jesteś człowiekiem. Wyłącz autopilota. Żyj świadomie.

Bądź wdzięczna, wyrażaj to.

Marcin Świderek– szef działu mody Elle powiedział fajne zdanie, które mi się spodobało, gdyż ma ono przełożenie nie tylko w sytuacji gdy ubiegasz się o pracę, ale także w wielu sytuacjach prywatnych.

„Ubieraj się tak, aby nie wkurzać innych”

Dziewczyny z Showroom Anna Waśko i Katarzyna Wosiek mówiły o nawykach zakupowych Polek i najlepiej sprzedających się polskich markach na Showroom.pl.  Co kupują najchętniej Polki? Sukienki, choć nie widać tego na ulicach:-). A najlepiej sprzedającą się marką jest Kasia Zapała- projektantka ze świętokrzyskiego. Brawo!

Piotr Szaradowski– wykładowca poznańskiej School of Form jest właścicielem najwięlszej kolecji haute couture w Polsce. Chciałabym zobaczyć kiedyś jego zbiory.

Dominika Nowak– projektantka obuwia z praktyką u Louis Vuitton, Ricka Owensa, Marca Jacobs, MISBHV opowiadała o swojej drodze do założenia własnej marki Vanda Novak, o tym jak zrobienie wygodnych  szpilek jest bardzo trudne. Przekonam się o tym wkrótce jak jej się to udało. Robi naprawdę piękne buty, więc wróżę tej młodej marce wielki sukces. Mam nadzieję, że nie tylko polscy konsumenci docenią jej kunszt i estetykę.

Marta Kowalska redaktor prowadząca Elle.pl  opowiadała o prawdziwym obliczu jej pracy, czyli o tym czego nie widzi odbiorca. Podkreśliła jak przydaje się matematyka, a narzędzia typu Google Analytics, Senuto, Alexa, Socialblade  są stałym elementem w pracy redaktora.

Marlena Woolford– trendwatcherka wyjaśniała skąd się biorą trendy. Ponoć warto już teraz pokochać kolor brązowy, gdyż to będzie „nowa czerń”. Może to być trudne, bo dla wielu osób brąz wydaje się być jednym z najbrzydszych kolorów. Nazwa koloru jest jego wizerunkiem, a to działa na naszą wyobraźnie. Są zatem kolory, które już z samej nazwy nam się dobrze lub źle kojarzą.

Ciekawostką jest fakt, że w 1918 roku róż był zarezerwowany dla chłopców. Był bliski purpurze, kolorze duchownych i władców, a błękitny odpowiadał dziewczynkom, ponieważ kojarzył się z Matką Boską.

Obecnie „Milenijny róż” wciąż jest w trendach, ale nie cieszy się dużą popularnością. Duże szanse na kolor roku ma też „Kolor Mirandy”, czyli specyficzny odcień zieleni.  Ogólnie idziemy w kierunku zielonej palety, gdyż to kojarzy się z naturą i modą eko. Brązy, beże są bliskie temu trendowi. Obecnie króluje limonka, a w 2020 kolorem roku wg Instytutu Pantone może stać się Mellow Yellow. Pożyjemy, zobaczymy. Generalnie jest tak, że co roku jeden kolor zostaje okrzyknięty wiodącym kolorem roku, a tak naprawdę chodzi tu o całą paletę kolorów. Paradoksem jest jednak fakt, że konsumenci i tak najchętniej wybierają kolor czarny lub szary pomimo całej otoczki sprzedażowej wokół wiodącej palety kolorystycznej w sklepach.

Piotr Onak– fotograf i filmowiec podkreślał, że to my każdego dnia tworzymy modę i mamy realny wpływ na jej oblicze. Moda i trendy tak szybką się zmieniają, ale

„Aby być wizjonerem trzeba się zatrzymać”

Marta Karwacka – aktywistka zrównoważonej mody- zwracała uwagę na odpowiedzialność w modzie. Podkreślała, jak wielke wyzwanie stoi obecnie przed branżą mody, ponieważ jest to jedna z gałęzi przemysłu, która odpowiada za największe zanieczyszczenie środowiska.

Czy wiesz, że co 1 sekundę na wysypisko śmieci trafia 1 ciężarówka ubrań?

Do wyprodukowania zwykłego t-shirtu zużywa się 2700 litrów wody, czyli tyle, ile potrzeba wody na 3 lata dla jednej osoby.

Przy produkcji jeansów zużywa się tyle wody, ile jedna osoba mogłaby zużyć przez 13 lat. Niewspominając już o ogromnych ilościach substancji chemicznych, często karcerogennych i szkodliwych dla zdrowia, używanych nie tylko w procesie produkcji, ale też magazynowania i transportu. Przerażające prawda? Obecnie nasila się zjawisko affluenza, czyli choroba bogaczy polegająca na nadmiernym konsumpcjonizmie, martnotrastwie i obsesyjnym pragnieniu posiadania coraz większej ilości dóbr materialnych.

Kasia Gola zwracała uwagę na nowoczesne technologie, które coraz intensywniej wkraczają w branżę mody zbierając nasze dane.

Maffasion opowiedziała o budowaniu relacji  z obserwatorami i byciu szczerą w swoich przekazach. Na pytanie Marcina Świderka

” Co by było, gdyby instagram przestał nagle istnieć?”

odpowiedziała, że jest przygotowana na taką sytuację i ma swoje niezależne biznesowe zaplecze.

 

Magda Mołek– niekwestionowana ikona stylu pokazała proces budowania stylu, w którym nie obyło się bez wpadek. Stwierdziła, że teraz ubiera się wreszcie tak, aby nie musiała wciągać brzucha, czyli wygodnie. Na konferencji miała na sobie luźną, jasną spódnicę midi, sportową bluzę oraz białe sneakersy. Wyglądała świetnie, nonszalancko i z klasą.

Patrycja Dobrzeniecka– makijażystka gwiazd zwróciła uwagę, że dziewczyny noszą za ciężkie makijaże. To co cieszy się popularnością na instagramie, czyli konturowane, lśniące twarze, sztuczne rzęsy i duże usta, w realu wygląda karykaturalnie. Nawet najlepszy makijaż nie zastąpi zadbanej, dobrze nawilżonej cery. A skóra, delikatnie zaróżowiona, najpiękniej wygląda po dobrym seksie i długim śnie. 🙂

Gosia Baczyńska nie kryła swojego rozczarowania obecną sytuacją w branży mody. Moda stała się szybka, mało kreatywna. Każdy może nazwać się projektantem i sprzedawać on line swoje ubrania. Świadczy o tym chociażby ilość polskich marek wyrastających jak grzyby po deszczu na portalu showroom.pl. Jak mówiła:

„Wystarczy wziąć kawałek materiału, wszyć gumkę i już jest sukienka”. Czym zatem jest moda?

Ja też nie chcę takiej mody. Moim marzeniem jest założyć kiedyś piękną sukienkę od Baczyńskiej na specjalną okazję. Kreacje Gosi kojarzone  są głównie z gwiazdami i czerwonym dywanem. Jednak jak twierdzi projektantka, czas najwyższy to odczarować i pokazać odbiorcom ubrania do noszenia na co dzień, które ma w swojej ofercie.

Paulina Młynarska mówiła o refleksyjnej stronie kobiecej natury i odpuszczaniu sobie.

„Nasze ciało może być najwygodniejszym mieszkaniem”.

Cleo Ćwiek podzieliła się swoją osobistą historią modelki cierpiącej na chorobę dwubiegunową.

Karolina Limbach – stylistka Elle uchyliła drzwi swojej szafy i pokazała wyjątkowe zdobycze. Niektóre były second handów oraz męskich działów. Śmiałyśmy się, że w czasie prywatnych spotkań, znajomi stresują się i dopytują czy na pewno są dobrze ubrani, a tym samym oczekują od nas, że my jako stylistki, będziemy bardzo ekstrawagancko ubrane obwieszając się od stóp do głów najnowszymi trendami.

Na koniec na scenę wkroczyła Kasia Nosowska, która skradła serca wszytkich uczestniczek. Opowiedziała swoją historię kobiety niepewnej siebie, która do niedawna uważała, że nie zasługuje na szczęście, nie dając sobie odrobiny czułości. Potem na szczęście dla niej przyszedł moment przełomowy, bardzo trudny, ale jednak potrzebny, aby poczuć moc i wykrzyczeć prawdę, tzw. moment zero.

Zdanie, które usłyszała od psycholog Ewy Woydyłło i które jej bardzo pomogło to na pozór banalne:

„Zajmij się sobą”

A potem kluczowe pytania:

„Co ja lubię?” „Czy ja tego chcę”- tak szczerze, od serca

które pozwoliły jej zobaczyć swoje życie z lotu ptaka. Dostrzec, że żyje pod dyktando innych, jest tylko dodatkiem, startując zawsze z pozycji gorszego, że nic jej się nie należy, że wiecznie przeprasza, choć nie ma za co. Żyjąc życiem, które nie jest jej życiem.

Była jeszcze historia zdjęcia z dzieciństwa -dziewczynki, która czeka aż ją ktoś pokocha……

„Twoje życie jest jak mieszkanie, które możemy urządzić tak jak naprawdę lubimy”.

Czy zastanawiasz się czasem jak wygląda to „Twoje mieszkanie”? Może czas najwyższy zrobić w nim remont? Ściągnąć warstwa po warstwie stare farby i pomalować je na taki kolor, jaki Ci się naprawdę podoba… niekoniecznie modną, skandynawską, chłodną biel…, na którą wszyscy malują swoje nowoczesne apartamenty…

Zapiski stylistki z podróży po Japonii

Właśnie spełniłam jedno z moich marzeń na rok 2019. Czuję się podekscytowana i bogatsza o nowe doświadczenia. Chętnie podzielę się tu z Tobą moimi spostrzeżeniami.
Choć była to krótka podróż po Japonii w ciągu tygodnia odwiedziłam: Nagoya, Osaka, Kobe, Kyotango, Kyoto i Tokyo.
Nie będę tu pisać poradnika turystycznego, bo myślę, że to możesz przeczytać na blogach podróżniczych. To będą po prostu moje obserwacje.

Czym najbardziej ujęła mnie Japonia?

Przede wszystkim wysoką kulturą osobistą i czystością.
Japończycy są niezwykle uprzejmi i serdeczni. Miałam ten zaszczyt, że przez pierwsze dni opiekowali się nami Japończycy, więc mogłam poznać ich obyczaje i przyjrzeć się bliżej ich kulturze i zwyczajom, dokładniej niż „anonimowy turysta”.
Musiałam być jednak bardzo ostrożna co mówię i jak wyrażam swój entuzjazm. 🙂 A to dlatego, że czułam się jak księżniczka, której zachcianki są natychmiast spełniane. Gdy powiedziałam, że bardzo interesuję się ceremonią parzenia zielonej herbaty matcha, od razu zostałam na taki rytuał zaproszona. Co więcej, okazało się, że mama jednego z Japonczyków, niegdyś stewardessa, obecnie uczy tego rytuału. Niestety nie mogłam się z nią spotkać osobiście, gdyż była tego dnia poza Tokyo, ale dostałam od niej stary album z 1974 roku „The tea ceremony” z jej odręcznymi zapiskami oraz cały zestaw do parzenia matcha.

Zdobyłam ich pełne uznanie porzucając moje ulubione Sauvignon Blanc na rzecz sake. Tym samym połowę mojej walizki zajęła wielka butelka sake, którą dostałam w prezencie. Oczywiście te dowody życzliwości były bardzo miłe.

Podoba mi się ich umiłowanie do porządku i czystości. Zdejmowanie butów przed wejściem do domu, pokoju w małym hotelu czy podczas zwiedzania zamku jest ściśle przestrzegane.

W restauracji razem z kartą menu przed jedzeniem otrzymuje się mokre ręczniczki ciepłe lub zimne, do odświeżenia rąk. Toalety publiczne błyszczą i są zawsze czyste. Czasem tylko ilość przycisków wprawia w zakłopotanie.

Co do stylu ubierania się Japończyków.

W Tokyo mam wrażenie wszyscy panowie wyglądają tak samo. Po prostu chodzą w ciemnych garniturach i białych koszulach, pędząc rano do metra. Kobiety noszą beżowe trencze i za duże buty,  koślawiąc okropnie stopy. Sposób ich chodzenia jest daleki od ideału. Mają za to piękne, alabastrowe cery kontrastujące z czarnymi włosami.

Nocując w Osace i Kyotango, w niedużych, tradycyjnych hotelach miałam przyjemność nosić kimono. Było ono, tak jak u nas szlafrok, na wyposażeniu pokoju. Z tą różnicą, że w tym kimono należało zejść na kolację oraz na śniadanie. Gdybym wcześniej wiedziała, ograniczyłabym mój bagaż znacząco. Kimono zakładali też panowie. Różniło się ono tylko nieznacznie sposobem wiązania.

Co w tych hotelach zaskoczyło mnie najbardziej?

W pierwszym nie było łóżka. Gdy zeszliśmy na kolację obsługa w tym czasie rozłożyła maty na podłodze i przygotowała pościel. Poduszki były wypełnione ziarnami, ale przyznam, że w tych warunkach spało się komfortowo.

W drugim hoteliku zaskoczeniem był brak prysznica, tzn. była ubikacja i umywalka, ale umyć się można było pod wspólnym damskim prysznicem w strefie gorących źródeł. Nie było tam kabin prysznicowych, tylko tzw. open space. Hm… co kraj to obyczaj. Na szczęście duży hotel w Tokyo niczym już nas nie zaskoczył :-).

Kolorowe ulice.

Od czasu do czasu spotykałam osoby ubrane w sposób bardzo ekstrawagancki i krzykliwy. Mam wrażenie, że młode Japonki maja zamiłowanie do mocnego i ciemnego różu oraz fioletu, co widać zwłaszcza na włosach i bardzo długich paznokciach.

W niedzielę w Nagoi ulica mieniła się kolorami zdobnych kimon. Dziewczyny starannie uczesane i umalowane  wyglądały naprawdę zjawiskowo. Bardzo, bardzo mnie to urzekło. Widać było, że same świetnie się w tym czują i dobrze bawią.

Ucztą dla estetycznych i kulturalnych doznań był spektakl w Teatrze Kabuki  w Tokyo w dzielnicy Ginza. Poleciła mi go moja klientka, za co jestem ogromnie wdzięczna. Teatr ten wywodzi się z XVII wieku, a w 2008 roku został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Co zaczerpnęłabym z japońskich obyczajów do Polski?

Mapa metra przyprawia o zawrót głowy.

Szczyptę savoir vivre, np. tego, że komunikacji miejskiej nikt nie rozmawia przez telefon. Co prawdą wszyscy wpatrują się w swoje telefony, ale panuje cisza. Nie trzeba więc szukać specjalnego wagonu ” strefa ciszy” 🙂 .

Poza tym, na ruchomych schodach wszyscy stoją po jednej stronie, więc osoby spieszące się mogą z łatwością przejść wymijając innych. Brakuje mi tego zwyczaju w polskich galeriach, bo ja tam zawsze się spieszę.

Czego żałowałam?

Pomimo tego, że sprawdzałam przed wyjazdem szczegółową prognozę pogody i przygotowałam różne wygodne zestawy ” na cebulkę”, to nie wzięłam pod uwagę faktu, że w Japonii wieje przejmujący, zimny wiatr. Wymarzłam więc chwilami okropnie, żałując, że nie zabrałam ze sobą kaszmirowego, cieplutkiego szala. To jest taki element, który zawsze warto mieć w podróży pod ręką. Kraj kwitnącej wiśni oszacowałam zbyt beztrosko i wiosennie.

Za czym tęsknię?

Za pysznym jedzeniem- świeżym sushi, sashimi… a przede wszystkim za estetyką podania potraw na pięknej, kolorowej porcelanie, w malutkich miseczkach, bo przecież jemy też oczami.

Myślę, że jedzenie pałeczkami opanowałam do perfekcji i wiem już, że sushi nie macza się mocno w sosie sojowym, a już tym bardziej nie dodaje się do sosu wasabi. Niespodzianką może być fakt, że do jedzenia zupy nie używa się łyżki. Przeminę tu aspekty pewnych odgłosów podczas posiłku. Do tego akurat jest mi się ciężko przyzwyczaić:-) i za tym na pewno tęsknić nie będę.

Do zobaczenia Japonio….

Sprawdź mój Instagram