
Szczęście to CHCIEĆ
Coraz częściej powtarzamy słowo MUSZĘ. I tak powstają nasz codzienne MUSIKI.
Muszę odebrać dziecko, muszę zrobić zakupy, ugotować obiad, wyprowadzić psa, posprzątać itp….
Strasznie to męczące, prawda? Takie codzienne zmuszanie się do wykonywania prostych, zwykłych czynności. Nie będę rozwijała dalej tego tematu, bo podsumowała to ostatnio bardzo trafnie Gabriela, moja niezwykle charyzmatyczna znajoma: http://www.kobiecasila.pl/2014/10/chce-vs-musze/.
Muszę wstać wcześnie rano… No tak w czasach szkolnych był to mój obowiązek, więc traktowałam to jako przymus i zawsze przedłużałam w nieskończoność poranną pobudkę.
Czy ja teraz muszę wstać przed 6 aby zrobić dzieciom ( wcale nie takim małym:-) śniadanie oraz wyjść z psem? Nie, ja po prostu chcę, choć wcale nie jestem rannym ptaszkiem. To jest dla mnie przyjemność, że mogę im przygotować zdrowe i pożywne śniadanie ( śniadanie dla domowników/ łącznie ze świeżo wyciskanymi sokami/- każdy pije inny- zajmuje mi ok. 45 min.) Mąż się śmieje, że w Hiltonie takich śniadań nie serwująJ
Czy muszę wychodzić z psem? I kto ma z tego większą frajdę, ja czy mój pies? Tu chyba jest remis.

A propo spacerów z psem. „Wyprowadzacze” psów tworzą pewną osiedlową społeczność. Jedni spacerują inni biegają. Nie znamy się, ale kojarzymy „po psach”, kłaniamy się sobie, czasem coś zagadamy do siebie. Wychodzę z założenia, że ludzie, którzy mają psy to raczej „dobrzy ludzie”, bo dbają bezinteresownie o zwierzęta. Choć od tej reguły są niechlubne wyjątki. Okazuje się, że jestem totalnie nieprzygotowana na chamstwo i prostactwo. Nie przytoczę słów jakimi obrzucił mnie pewien gość, bo mu się nie spodobało, że mój wyżeł podbiegł do jego młodziutkiego haskiego. Psy były uradowane i przyjazne, ja już też miałam coś wesołego zagadnąć, no bo przecież nie wszystkie psy się ze sobą lubią, a tu taka miła sytuacja… do czasu gdy ten jegomość nie otworzył ust i wylewnie obdarzył mnie epitetami…
Jakoś się po tym otrząsnęłam, choć nie pozostałam dłużna, tyle, że w cenzuralny sposób.
I już bym prawie tego dnia postawiła krzyżyk na facetach, gdyby nie zabawna sytuacja w urzędzie. Obsługiwał mnie uprzejmy pan z siwą czupryną. Sprawę załatwiłam szybko i skutecznie, ale schodząc po schodach ( jeśli to nie jest 100 piętro staram się nie używać windy) usłyszałam za sobą tego właśnie urzędnika, gdyż zbiegał za mną. Okazało się, że przez przypadek wydał mi swoją kopię. Śmiałam, się, że dobrze, bo już weekend niedługo, więc przyda mu się chwila wytchnienia:-) Na co on: „ Tak mnie Pani zauroczyła, że nie mogłem się w ogóle skupić, nie mogłem się na Panią napatrzeć”. Miłe prawda? Nie wiem czy szczere czy zmyślone na poczekaniu, ale wywołuje uśmiech i ogólne rozbawienie.
Jeszcze w temacie wczesnego wstawania. Niedawno miałam tak intensywny dzień, że mój budzik tańczył i śpiewał już o 4.40, bo pierwsze spotkanie zaczynało się przed 7.00. Martwiłam się dzień wcześniej jak ja temu wszystkiemu podołam, bo dzień zapowiadał się wyjątkowo aktywnie, a do tego miał się zakończyć koncertem.
Ale wiecie co, jak się robi co się kocha, to czas nie ma znaczenia. Ani wczesne pobudki, ani napięty grafik. Dzień minął w mgnieniu oka. Poznałam mnóstwo osób, to mnie zawsze nakręca, bo lubię pracować z ludźmi i dla ludzi. Raczej kiepski byłby ze mnie analityk zamknięty w czterech ścianach ze swoimi liczbami i statystykami. Dla ludzi, którzy wykonują takie zawody mam ogromny szacunek, tak samo jak dla wszelkich specjalistów, dla których praca jest pasją.
A jakie to jest super uczucie, gdy zmęczona, ale tak bardzo szczęśliwa i spełniona tańczę wśród młodych ludzi i myślę sobie JAKIE TO SZCZĘŚCIE ROBIĆ TO CO SIĘ KOCHA I BYĆ WŚRÓD LUDZI, KTÓRYCH SIĘ KOCHA!

Zresztą sami posłuchajcie, zespół nazywa się PAROV STELAR BAND. Być może wielu z Was ta nazwa niewiele mówi. Zresztą ja też bym nie wiedziała ( mimo, że słuchałam tej muzyki nie raz) gdyby nie moja cudna bratowa. Dzięki Gosiu!
Czy wizerunek ma coś wspólnego z osiąganiem celów?
Ten tydzień był dla mnie bardzo smutny. Jak już pisałam, totalnie zwaliła mnie z nóg w poniedziałek wiadomość o śmierci Ani Przybylskiej. Kładłam się spać i wstawałam myśląc o NIEJ…Do tego rozłożyło mnie paskudne przeziębienie, że nawet moje czarodziejskie nalewki i mikstury nie pomagały ( choć płukanie gardła wg receptury Agnieszki Maciąg , jak najbardziej tak, polecam gdy będziecie w takiej potrzebie, TFU, TFU). Nie mogłam więc biegać ani ćwiczyć, więc moja energia życiowa była bliska ZERO. Ale o dziwo ile nagle dodatkowego czasu rano zyskałam….Ciekawe jak by go spożytkowała moja ulubiona Pani Swojego Czasu
Ale wiecie co, jest coś co mnie zawsze podnosi na duchu i uskrzydla! To niespodziewany widok moich Klientów. Właśnie spotkałam Panią, która była uczestniczką mojego szkolenia. O mały włos a bym jej w ogóle nie rozpoznała. Przemiana totalna, i ta zewnętrzna i jakby radość życia większa:-) Pamiętam jak wcześniej narzekała, że nie wie w co się ubrać, że chce schudnąć, tyle lat, ale nic do tej pory się nie udawało. I co mi powiedziała? Że zawsze nosi przy sobie notatki ze szkolenia i to ją „ stawia do pionu”. I jakoś jej się udało znacząco schudnąć, bo to z reguły zawsze idzie w parze. Gdy ktoś zaczyna świadomie dbać o swój wizerunek, dbanie o formę fizyczną jest dodatkowym bonusem.
Absolutnie nie namawiam, że wszystkie mamy być szczupłe. Trzeba się dobrze czuć samemu ze sobą, waga nie jest tu wyznacznikiem. Jeśli nam jednak przeszkadza nadmiar ciałka, źle się z tym czujemy, to nie narzekajmy, tylko ruszmy tyłeczki. Jeśli nam jest dobrze i czujemy się zdrowo z dodatkowymi kilogramami, to jest ok.! Ja widzę piękno w każdej Kobiecie, niezależnie od rozmiaru. Moją rolą jest pokazanie jej, że może wyglądać świetnie. Bo ubiór ma znaczenie!
Niejednokrotnie moi Klienci dzielą się komentarzami ze mną, które słyszą od swoich znajomych :
„ o rany mówią, że schudłam/schudłem! A ja w duchu się śmieję, bo wiem, że to za sprawą doboru odpowiedniej garderoby”:-)
Ja też się w duchu śmieję, bo wiem, że wówczas jestem anonimowa. Nieczęsto ktoś głośno się przyznaje, że korzysta z usług Doradcy Wizerunkowego. I niech tak zostanie. Ja jestem od roboty i nie wychylam się przed szereg.
To Klient jest WAŻNY ma być ZADOWOLONY! Dyskrecja przede wszystkim.
Traktuję moją pracę jak MISJĘ.
Jakaś Kobieta powiedziała wczoraj pięknie w dniu pogrzebu Ani:
„Wiele ludzkich serc się obudzi i będzie wiedziało, że my tu jesteśmy tylko na chwilę. Na krótką chwilę”. Dlatego ja chcę się przyczynić TU I TEARAZ i czynić życie piękniejszym, pełniejszym w różnych obszarach. Jednym z nich jest właśnie moja praca. Skoro mam okazję uczynić Was piękniejszymi, to z wielką PASJĄ to robię.
Mój syn mi wczoraj powiedział gdy tak sobie gawędziliśmy w czasie jazdy: „Mamo ja nie mam marzeń. Ja mam CELE i je realizuję.” Tak to prawda, patrząc na Niego jestem ogromnie dumna, bo Twardziel z Niego i faktycznie dąży do celów systematycznie i wytrwale.” Mam nadzieję, że troska, miłość i wsparcie jakie dostaje od najbliższych pomogą mu te cele osiągnąć.
A jak jest z Waszymi celami, marzeniami????
Chcecie lepiej wyglądać aby osiągać swoje cele? To ja Wam coś podpowiem.
UBRANIA MAJĄ W SOBIE NIEZWYKŁĄ MOC. To jak wyglądacie, Wasz WIZERUNEK może być Waszą TARCZĄ lub ORĘŻEM. Możecie się za nim schować lub wprost przeciwnie pokazać swoją osobowość i nieść dumnie jak sztandar. I tylko od Was zależy JAKI CHCECIE SWÓJ WIZERUNEK POKAZAĆ ŚWIATU. Warto MIEĆ TEGO ŚWADOMOŚĆ.
Zaczęłam ten wpis smutno, ale chcę aby skończył się optymistycznie, bo chcę aby każdy cieszył się życiem. Tu i Teraz.
Zachęcam Was do WIETRZENIA SZAF PRZED ZIMĄ! Jeśli chcecie abym Wam w tym pomogła wystarczy wysłać maila lub zadzwonić.
„My Kobiety mamy światło w sobie…”
To słowa Urszuli Dudziak z jej koncertu w Wadowicach we wrześniu tego roku. Miałam okazję tam być, wspominałam o tym w poprzednim wpisie …”Lilly was here and Basia was there” ( to od tytułu pięknego utworu Candy Dulfer. Oczywiście Basię sobie dodałam, bo tam po prostu byłam, wina nie piłam:-)
Wracając więc do postaci Urszuli Dudziak. Koncert kameralny, muzyka piękna, choć wcześniej zapewne nigdy bym nie poszła na jazz, bo to muzyka na której trzeba się trochę znać i trzeba ją po prostu lubić. Ale Urszula Dudziak dużą część występu po prostu przegadała z publicznością. I jest w tym niezwykła. Naprawdę ogromnie miło słucha się jej opowieści, zaraża swoim optymizmem, niewymuszoną naturalnością i dobrą energią. Ma ogromny dystans do wielu spraw. Podziwiam ją, bo życie nie szczędziło jej tych dobrych, ale też tych gorzkich i smutnych momentów. Przeczytałam tuż po premierze jej książkę „Wyśpiewam Wam wszystko” i Was też ogromnie zachęcam. Pani Urszula ma niezwykły dar mówienia i pisania. Uważam, że to dla każdej kobiety powinna być lektura obowiązkowa. Ma za sobą bolesne rozstanie z mężem Michałem Urbaniakiem oraz tragiczną śmierć mężczyzny, którego kochała Jerzego Kosińskiego, a mimo to nie zwątpiła w miłość.
Na koncercie pyta się publiczności tym swoim rozbrajającym uśmiechem:
-„Wiecie dlaczego tak pięknie wyglądam”?
-Bo jestem zakochana, chyba najbardziej w całym moim życiu”! Mam 71 lat i właśnie się zaręczyłam! Czyż to nie wspaniałe?!”
I to jest cudowne! Pokazuje, że nigdy nie jest za późno na miłość i nowe plany. A miłość uskrzydla, to widać, bo Pani Ula naprawdę ślicznie wygląda. Ta jej energia jest w oczach, gestach, mimice. Ma niezwykły dar przyciągania do siebie ludzi. Zresztą sama mówi „My Kobiety mamy światło w sobie”, to znaczy jeśli tylko chcemy potrafimy naszą dobrą energią, tym światłem właśnie zjednywać sobie ludzi i sięgać po to, co ktoś może uznać za nierealne.
Takie właśnie światło w sobie miała Ania Przybylska. Wczoraj dowiedziałam się o jej śmierci choć nie znałam jej osobiście, to ta tragedia, tragedia jej rodziny bardzo mną wstrząsnęła. Często się wzruszam, ale rzadko płaczę, a wczoraj miałam oczy pełne łez. To bardzo smutne, gdy odchodzi ktoś, kto jest tak młody, uzdolniony, szczęśliwy, przepełniony miłością, dobrocią, pozytywną energią i światłem. Wydaje się to tak niesprawiedliwe, trudno to sobie jakoś racjonalnie wytłumaczyć, bo przecież nawet nie była „ w grupie ryzyka” tego nowotworu. Młoda, aktywna, świadoma matka, żona sportowca, która wiedziała co to znaczy aktywność fizyczna i zdrowe odżywanie. Na pewno kochała i była kochana. Przeżyła swoje życie pięknie i intensywnie. Nam pozostaje pamiętać o Niej o i tym, że nic nie jest na zawsze. A może to jest tak, ze jak ktoś ma „za dużo”, to musi dostać bolesną nauczkę i gdzieś musi być koniec tego szczęścia? To jest właśnie ta „sprawiedliwość”….?
Pozostaną pytania, na które nie ma sensownej odpowiedzi.
Warto zatem żyć świadomie, nie tracąc energii i czasu, na to co tego nie warte. Gdzieś zasłyszałam taki cytat: „Nie obawiaj się, że Twoje życie się skończy. Obawiaj się, że się nigdy nie zacznie.”
Tak się zrobiło smutno, ale na koniec jeszcze wypowiedź Meryl Streep z komentarzem Krystyny Jandy „Ze zdumieniem przeczytałam te słowa Meryl Streep. Jakby i z mojej głowy wyjęte. Lepiej bym tego nie ujęła” :
“Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury.
Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie spędzę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować. Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej.
Nie pasuję do plotkowania. Nienawidzę konfliktów i porównań. Wierzę, że w świat przeciwieństw i dlatego unikam ludzi o sztywnych i nieelastycznych osobowościach. W przyjaźni nie lubię braku lojalności i zdrady. Nie rozumiem także tych, którzy nie wiedzą jak chwalić lub choćby dać słowo zachęty. Mam trudności z zaakceptowaniem tych, którzy nie lubią zwierząt. A na domiar wszystkiego nie mam cierpliwości do wszystkich, którzy nie zasługują na moją cierpliwość.“
Ja też bym tego lepiej nie ujęła……

